?

2

Brakuje mi czegoś…

Aktywności, twórczości, pracy….sama nie wiem?

Długo.

2

Cóż długo mnie nie było, prawie miesiąc. 

W skrócie, odkąd zaczęły się studia czas szybko leci, nim się zdążę przysłowiowo „obrócić wokół własnej osi” będziemy mieć styczeń i tę cholerną sesję…:)

Dieta spełzła na niczym, nie wiem z jakiego to powodu, może z braku większego samozaparcia? Nie to, że obżeram się i te sprawy…nie nie nie. W głowie cały czas siedzi mi to, że w styczniu mam ważyć 80kg. Na razie po prostu, staram się nie przytyć, kontroluję się raz na tydzień na wadze i na razie wskazuje ona 91,5 kg. 

Zmieniło się jedno, że zaczęłam chodzić raz w tygodniu na zumbę, z moją koleżanką, no powiem wam, że niesamowicie człowiek się tam poci i wyładowuje energię. Raz na tydzień to mało na ćwiczenia…, więc stwierdziłam, wróciłam znaczy się do opcji, ćwiczeń w piątki u mnie co tydzień- z kimś kto chce ćwiczyć, z Agatką, zmotywujemy się.

Co jeszcze nowego? No cóż mamy nowego pupila w domu. Kota, nazwaliśmy go….ach nie ma stałego imienia, ja mówię na niego Kiciek. Jest słodki przytulaka, a za razem urwis, wszędzie go pełno ale w końcu ma dopiero przeszło 2 miesiące.

Co do mojego PCO, wreszcie spotkałam lekarza, który może mi coś dopomóż, jednakże narazie od 1 listopada powracam do tabletek antykoncepcyjnych. :)

Nasz Bąbel :)

Rozstania i powroty.

1

Witam was,

Wczoraj wybił 1 października, a co za tym idzie dzień rozstania ze wszystkimi dogodnościami bycia nie na diecie, a także spania do której się chce, robienia tego co się chce- inaczej mówiąc upłynął czas wakacji. Minął także miesiąc odkąd jesteśmy małżeństwem.

Cóż, tak jak wam wcześniej komunikowałam od października miałam wrócić do diety i tak się stało. Nie miałam większych problemów jak na razie z przerzuceniem się na „good&health food” ale to dopiero 1 dzień, a kryzys następuje zazwyczaj w dniu trzecim. Czy tak będzie? Okaże się.

Studia, no cóż tu już inna bajka. Czeka mnie ciężki rok, mam nadzieję, że zakończę go sukcesem. Najbardziej obawiam się pedagogiki społecznej, która trwa cały rok, a także egzaminu z języka angielskiego, który czeka mnie w styczniu, również tu całe kształcenie trwało rok. Gdyby mi się chciało, tak jak mi się nie chce- ciągle to powtarzam- może ten rok, pokaże do czego tak naprawdę jestem zdolna? Wiem, że gdybym chciała, to bym mogła mieć stypendium- może się uda….

Marzy mi się….wiele rzeczy.

Dziś o PCOS

1

Witam was serdecznie,

Dziś opowiem wam o mojej chorobie zwanej zespołem policystycznych jajników- PCOS.

To choroba występująca, gdy jest powiększona ilość męskich androgenów, w moim przypadku testosteronu oraz hormonu lutenizującego LH, czasami także występuje wysoki poziom insuliny we krwi.

Można także mówić o niej gdy jest rzadkie krwawienie lub brak( w moim przypadku), gdy na jajnikach występuje przynajmniej 12 pęcherzyków lub gdy jajniki mają objętość powyżej 10 cm.3

Większe owłosienie, otyłość, łojotok, trądzik, brunatne zabarwienie skóry pod pachami, na łokciach przy dekolcie i szyi to skutki tej choroby, jednak najbardziej bolącą jest trudność w zajściu w ciążę lub niepłodność.

Często też występuje ból w miednicy, wzdęcia oraz bóle pleców w dolnej części.

W moim przypadku można mówić o braku owulacji- czyli braku miesiączki, otyłości osadzającej się w dolnej części ciała, częstym przetłuszczaniu się włosów, nadmiernym ale na szczęście nie tragicznym owłosieniu, podwyższonym poziomie LH oraz powiększonych jajnikach.

Niestety narzekam też na częste wzdęcia oraz wyżej wymienione objawy.

Lecz najgorsze w tym wszystkim jest to, że boję się, że nie zajdę w ciążę.

Od 2008 roku leczyłam się tabletkami antykoncepcyjnymi, można powiedzieć, że miałam normalne miesiączki, tylko sęk jest w tym, że nie występuje wtedy owulacja. Branie tabletek jest leczeniem objawowym, zapobiegającym raka wyścieliska macicy.

Z tego co się wyżej dowiedzieliście łatwo jest stwierdzić, że kobieta w moim stanie nie ma miesiączek ze względu na brak owulacji, ponieważ jajniki nie funkcjonują prawidłowo. Owszem jajeczko się rozwija, tzw. pęcherzyk Graffa, jednak nie pęka, tylko zmniejsza się le macica funkcjonuje prawidłowo i co miesiąc przygotowuje się na przyjęcie potomka. A, że nie mamy owulacji dlatego też macica się nie łuszczy, a wręcz odwrotnie osadza się warstwa po warstwie. Dlatego też jesteśmy narażone bardziej na raka endometrialnego.

Ważne jest by w tej chorobie poradzić sobie z otyłością i schudnąć. Nie jest to  takie proste, bo przy tej chorobie nie jest łatwo uporać się z rzuceniem wagi. Podobno, przy prawidłowej wadze do wzrostu, mogą wystąpić owulacje, jednakże niekoniecznie, ponieważ każda z nas jest inna.

Brnąc w przeszłość mogę stwierdzić, że prawdziwe miesiączki może miałam ze 3, pierwszą, i może dwie w gimnazjum i to przy wzmożonym wysiłku fizycznym, w tamtym okresie moja waga wynosiła 80 kg, dlatego też chcę dojść do tej wagi.

Kolejnym faktem jest to, że warto starać się jak najwcześniej o dziecko, przed 25 rokiem życia, bo wtedy szanse, pomimo mniejszych ogólnie rzecz biorąc, są większe.

Przez jakiś czas leczyłam się dodatkowymi lekami ale nie widzę w tym sensu, źle się czułam po tych lekach i chodziłam jak nie ja. Niby miały mi pomóc w schudnięciu ale ja wiem, że odpowiednia dieta, dobrana do naszego organizmu, daje efekty- w moim przypadku jest to dieta 50/50 o której nie raz pisałam.

Na chwilę obecną od maja nie biorę żadnych leków, ani antykoncepcji ani mieszanki przepisanej od endokrynologa. To oznacza, że od prawie 5 miesięcy nie miesiączkuję. Czuję się momentami fatalnie jak słoń, bo wiem, że noszę w sobie niezłuszczoną macicę.

8 października wracam do antykoncepcji – idę wtedy do ginekologa-niestety to też ma swoje skutki zwłaszcza źle one działają na wątrobę( którą też mam chorą). Do grudnia, a w zasadzie w do nowego roku, chcę osiągnąć mniejszą wagę- to jest mój obecny cel. A od nowego roku, będę mieć inne poważniejsze marzenia, w końcu czas leci, a jak widać nic nie jest proste…

Dziękuję za komentarze :)

Pozdrawiam was.

Ewelina.

Przygotowania

4

Schudnij, schudnij schudnij. Ale pasztet z Ciebie….ty patrz ale ona gruba, grubas, grubas. Takie krowy to tylko na pastwisku, szafa trzydrzwiowa…!!! Tak wyglądały mniej więcej lata szkolne. Najgorzej wspominam podstawówkę. Nie było zmiłuj. Owszem były i te miłe chwile ale chyba 5 i 6 klasa najbardziej odczuwalna była dla mnie. Nie wiem czemu, nie rozumiałam i do tej pory nie wiem dlaczego nagle wszyscy się ode mnie odwrócili? Cokolwiek bym nie zrobiła, było źle. Przez to też zamknęłam się w sobie. Nie miałam prawdziwych przyjaciół, koleżanek. Bardziej kręciłam się wtedy z ludźmi, którzy mi na to pozwalali. Tak też się zakochalam, w takim jednym. W gimnazjum było już inaczej, chodź nie idealnie. Jednakże tam znalazłam sobie przychylne osoby. Dwie dziewczyny jakże odmienne ale kontakt z nimi mam do dziś i mnie to bardzo cieszy. Rozwinełam się, zagluszyłam antypatię innych do swojej osoby, nauką i aktywnością społeczną. Miłość nadal we mnie trwała do tego pana, co też robiło się głupie rzeczy. Wtedy też myślało się o schudnięciu i próbowało się coś z tym zrobić. Schudłam wtedy 10kg na koloniach. Moja waga sięgała w tamtych czasach do 96 kg…rzuciłam do 86…później 84..to była bodajże między 2 a 3 klasą gimnazjum. Liceum to już inna bajka, chyba ten czas wspominam najlepiej. Nie było już tylu komentarzy na mój temat, no chyba, że za plecami. Tam też się rozwinęłam, wypłynełam z gniazda. Dojrzałam, chodźby poprzez śmierć mojej mamy… Nadal byłam aktywną społecznie, otaczałam się w grupce ludzi, tym razem którzy nie tylko mnie tolerowali ale także słuchali mnie, a ja ich. Nadal krążyło we mnie myślenie o diecie, takowe próby nie wyszły na dobre…. W 2 lo poznałam Mateusza, dzięki Marcie. Mój mąż, nie jest może idealny. Ja też. Ale to co słyszę często od niego, to to, że mnie kocha, że kocha każdą część mojego ciała i charakteru, że nigdy by nie zamienił mnie na kogoś innego. Że jeśli chcę schudnać to owszem ale nie więcej niż 10 kg….:)). A co z tamtym panem, moją pierwszą miłością? Sama nie wiem, wiem, że dzięki Mateuszowi wyleczyłam się, i dobrze się stało bo ten człowiek to palant. Żałuję, że zrobiłam tyle głupich rzeczy z nim. Ale jestem szczęśliwa, że to co najważniejsze, pozostawiałam temu z kim jestem. To taka krótka melancholijna notatka…nie wiem czy to co od góry do teraz ma jakiś związek. W każdym bądź razie mam ostatnie 10 dni szaleństw, bo od 1 października idę na dietę. 50/50 najlepiej sprawdzona dietla, na którą mogę liczyć. W końcu nie tak dawno bo przez marzec zjechałam 8 kg :)). Cel 80kg w grudniu. Ciekawe..

i po…

0

Cóż wreszcie mam czas aby przysiąść porządnie nad notatką :)

Tyle przygotowań, tyle stresów…a jeden dzień, jedna noc przeminęła w trymiga. Już półtora tygodnia jak jesteśmy małżeństwem.

Zaczynając od rad, powiem wam tak, że jeśli nie macie konieczności organizowania dużego wesela- nie róbcie tego, grono do 50-60 osób najbliższych jest wystarczające.

Stół wiejski- jak najbardziej, pięknie wygląda i przede wszystkim nie ma nic smaczniejszego od domowego swojskiego jadła.

Dj, czy zespół, faktycznie lepiej zainwestować w zespół, no chyba, że macie sprawdzonego dj, który umie tych najbardziej zagorzałych zawodników wyciągnąć na parkiet- u nas niestety tak się stało, że połowa tańczyła, a połowa siedziała- co skutkowało tym, że konkursów nie było tyle ile byśmy się doprosili :)

Wódka? To zależy, my mieliśmy 70 butelek, zeszło łącznie z konkursami, rozdaniem każdemu- coś koło 50 :), Wina- wtedy gdy macie pewność, że ludzie piją- lepiej mniej, a jakieś droższe, mieliśmy tańsze, to mało kto je pił- droższe- ludzie się rzucili na nie, było prosto z Bułgarii.

Nie przepłacajcie za talerzyk! MY pomimo odpłatności za 130zł od osoby za talerzyk, wróciliśmy z ponad 25 pojemnikami jedzenia, mało tego jeszcze wcześniej rozdawaliśmy jedzenie :)

Nie bójcie się zainwestować w lepsze obrączki, my o tym nie pomyśleliśmy i skończyło się kupnem innych zwykłych, bo tamte okazały się jednym wielkim shitem- nie kupujcie przede wszystkim przez internet :)

Poszukajcie tańszych kwiaciarni, rozejrzyjcie się wcześniej, bo gdy tego nie zrobicie- Skrzydlewska wam zostaje, a słono się ceni.

Na fryzjerze nie ma co oszczędzać, czy paznokciach, to jest można powiedzieć raz w życiu, więc jeśli już na coś wydać to na to- moja fryzura, chodź 120zł była boska i gdyby nie fakt, że miała silną potrzebę obcięcia włosów- wytrzymała by mi z tydzień :)

Suknia, uważam, że własna, żadna z wypożyczalni, to samo tyczy się garnituru, wiadome jest, że później sukni nie założymy, a facet garnitur tak- to jednak twierdzę, że mamy się czuć jak jedyne w swoim rodzaju :)

To chyba, było by na tyle z rad, a teraz napiszę w skrócie o tym co się działo.

Ceremonia ślubna bardzo się udała, nikt z nas się nie pomylił, jedynie ledwo ledwo Mateuszowi wcisnęłam obrączkę( teraz ma inną lepszą) oraz nie wiedzieliśmy kiedy się pocałować, było trochę śmiechu :)

Wesele- pozytywnie, nikt z nikim się nie pokłócił, wręcz odwrotnie, wrogowie z wrogami gadali( a tak się bałam), ci co tańczyli to się wytańczyli, oczepiny były fajnie zorganizowane, dostaliśmy mało prezentów, za to sporo kasy. Prosiliśmy o kupony totolotka, mieliśmy z nich tylko 2 trójki- czyli 54 zł( nie polecam, zbierajcie wina lub książki). Cóż, ludzie byli zadowoleni, nitk nie wyszedł z pustą reką i głodny- a to najważniejsze. Ach no i tort, smaczny, wręcz niesamowicie smaczny! Pisałam też o torcie dla teściowej- zachwycona nim była :)

 

A oto co polecam:

Salę Marie: http://www.restauracja-marie.com/

Zakupy na ślub:  http://www.slubnezakupy.pl/?gclid=CMvh4fvVw7kCFche3godi2cARw

Fotograf: http://www.photoimage.pl/slub.html

A oto domowej roboty pamiątka:

http://www.youtube.com/watch?v=nGvkwb3q3HQ

 

Gdy tak cofam się…

3

Gdy tak wracam sobie wstecz, patrząc na to co tu zamieszczałam i opisywałam, widzę, że niektóre rzeczy są bez sensu. Ale czy życie tak naprawdę ma sens?? Czy pisanie mądrze o tym co dla większości jest niejasne miało by sens?? Co to w ogóle jest sens??

Sens?

Sens?

W sumie, nie ważne, bez sensu jest zastanawiać się nad sensem sensu….No i pisząc filozoficznie i tak wiele z nas nie wie o co tu chodzi ale taka jest filozofia życia.

…patrząc wstecz wracając, do początku bloga, stwierdziłam, że ten blog, pomijając jeden z przeszłości, jest moim najdłuższym pamiętnikiem. 1 września minie rok, świętować będę w postaci relacji ze ślubu i z wesela.

Ślub i wesele, to najcudowniejsze co się w życiu zdarza, a zwłaszcza, gdy dwoje ludzi się kocha. Kocha, mimo, tego, że nie zawsze los pisał nam idealny scenariusz. Ale czy, gdy życie byłoby idealne, nie było by nudne? Owszem. Były chwile zwątpienia i będą…Były kłótnie i będą, były smutki…ale są też chwile radości, chwile wspólnych rozmów, śmiechów…najważniejsze jest to, aby tych dobrych chwil, było więcej niż złych.

Patrząc wstecz, cofając się do zdjęć, widzę po sobie, że faktycznie schudłam, schudłam i to całkiem sporo, bo, aż 20 kg. Z wagi 110 kg, spadłam na 90,5…nie jest to idealna waga ale taka z którą, mogę kroczyć po ulicy, nie wstydząc się- zakładając coś obciślejszego. Cudownie jest wejść w dżinsy, w ciuchy 2 rozmiary mniejsze- z rozmiaru 48, spadłam na rozmiar 44/42 :). Cudownie jest wejść w biodrówki- fakt, faktem brzuch mi się troszkę wylewa ale uwierzcie mi, że zakładając dżinsy,  w sumie po dwóch latach- no po prostu to jest nie do opisania…

Studia, w  końcu II rok, fakt, faktem z mojego wyboru. Bałam się dziennych studiów, i to jak, że może za słaba jestem? Jednak okazało się, że nie jest źle, że da się to wszystko ogarnąć i wtedy przychodzi żal, że od razu, jak mi świętej pamięci ojciec mówił, bym poszła na dzienne studia. Człowiek dojrzewa z czasem. Mądrzeje, inaczej patrzy na świat.

Vlog, tylko dwa filmiki, od września zacznę, postaram się wkręcić bardziej i wrzucać coś nowego.

Kulinaria, też troszeczkę zaniedbałam tę kategorię, nie wiem czemu, nie chce mi się  wstawiać? Chociaż miałam możliwości, a to ciasto, a to jakieś pomysły na drinki, a to jakieś potrawy nowe? Chociażby przepis na fajną, prostą i smaczną zupę. Obiecuję, że we wrześniu dodam, chodźby te przepis.

Notatki ogólne, postaram się aby były jasne i przejrzyste, aby nie były o niebie i chlebie. Aby znajdowały się w nich cytaty i myśli, myśli moje, może moje zdjęcia?

Któż wie, wiem, że ten kolejny rok, w który wkroczę od 1 września, będzie o wiele dojrzalszy, i już nie narzeczeński, a małżeński.

 

W skrócie o Panieńskim…

0

Tak wyglądał mój torcik, niestety ciasto było zakalcem- ale i tak z wyglądu jak i ze smaku był dobry, nawet bardzo. Jestem też dumna z mojego wykonania :) Tak się bawiłyśmy….

Dziękuję moim dziewczynkom, które dopisały i przyszły. Atmosfera niezapomniana, w domu i w klubie, a także w autobusie- w drodze na tańce, oj w autobusie to w ogóle się działo ^^

Dziękuję też teściowej, pomimo tego, że pracowała wczoraj, a dotarła do nas :**

A oto prezenty :)

A teraz czekać na ślub i weselicho, 6 dni( jak ten czas leci…)

Można powiedzieć…

0

…Że wszystko dopięte jest na ostatni guzik, chodź wiadomo, że przez te ostatnie 10 dni na pewno coś  w praniu wyjdzie.

Dzień dzisiejszy zaliczam do w pełni wykorzystanych.

Sukienka w szafie- sala zapłacona, szczegóły dogadane- ustawienie gości, sporządzenie plakatu, jak najbardziej- fryzura weselna i forma bukieciku- ok :)

Jutro tylko, wydrukować ten plakat w formacie A0 lub ostatecznie A1 oraz zamówić bukiet oraz bardotkę dla Mateusza…

Stres daje coraz bardziej siewe znaki….

Tam dam dam tam dam dam dam….

Pożegnanie.

0

Cóż morze jakiś ekstra wrażeń na mnie nie wywołuje. Chyba mam we krwii jakieś góralskie korzenie.
Jednakże, wczorajszy zachód słońca był piękny.

image

Powyżej efekt.
Niby się mówi, że jak odpoczywać to pełną parą i ile się da. Jednak bynajmniej dla mnie 14 dni to stanowczo za długo.

Właśnie od 7 godzin jadę autokarem, za godzinkę Zgierz, a jutro rano wracam do porządku dziennego-cieszę się.

Do ślubu 2 tygodnie, jak ten czas leci…


  • RSS